Konferencja w Rogozińcu - wrzesień 2009

Tekst skopiowany z miesięcznika "Drwal"


Pod koniec września w Technikum Leśnym w Rogozińcu odbyła się konferencja, w której uczestniczyli nauczyciele przedmiotów zawodowych z techników leśnych.

 

 

 

    24 września w RDLP w Zielonej Górze miała miejsce cześć referatowa konferencji „Pozyskiwanie drewna – aktualne uwarunkowania i tendencje, a obecny stan dydaktyki w technikach leśnych w Polsce”, którą prowadził piszący te słowa.

 

    W imieniu organizatorów uczestników witał Antoni Pawłowski, dyrektor TL w Rogozińcu. Po krótkich przemówieniach Marioli Świstowskiej-Goniacz z Ministerstwa Środowiska (patronat nad konferencją sprawował Janusz Zaleski, podsekretarz stanu w MŚ) oraz Piotra Mrozińskiego z Dyrekcji Generalnej LP, referat wygłosił Leszek Banach, dyrektor RDLP w Zielonej Górze.

 

    Dyrektor mówił, że leśnicy muszą rozwijać nowe technologie pozyskania drewna. Ale mechanizacja prac leśnych nie jest celem, a jedynie środkiem służącym:

 

   • ograniczeniu niebezpiecznej pracy ludzkiej,

 

   • osiągnięciu niższych kosztów,

 

   • szybkiemu reagowaniu na potrzeby rynku drzewnego,

 

   • eliminowaniu uszkodzeń w lesie.

 

    Według podanych przez dyrektora informacji, udział lasów państwowych w ogólnej powierzchni lasów na świecie jest zbliżony do tego, jaki mamy w Polsce. Plany zakładają, że do 2010 r. udział drewna kłodowanego wyniesie 50%, a w 2010 r. aż 60% drewna będzie pozyskiwane maszynowo metodą drewna krótkiego. Teraz w RDLP w Zielonej Górze nasiębiernie zrywa się 70–80% etatu, a maszynowo pozyskuje się 18% (najnowsze dane, za I półrocze 2009 r.). Może być jeszcze więcej, jeśli zule kupią małe maszyny do trzebieży. Jednym słowem – nie ma odwrotu od mechanizacji w lesie.

 

    Teraz LP mają 30 forwardereów i 14 harwesterów, co przy liczbie 179 samych harwesterów w Polsce (takie dane podał dyrektor za portalem firmylesne.pl), nie jest dużym udziałem. A obecne stanowisko LP w sprawie sprzętu kupowanego przez nadleśnictwa jest jasne: STOP kupowaniu maszyn.

 

    Warto dodać, że w RDLP w Zielonej Górze jest obowiązek udostępniania drzewostanów szlakami operacyjnymi. Został on wprowadzony zarządzeniem dyrektora już w marcu 2008 r. (patrz str. 14–15). – Zarządzenie jest, zostaje czynnik ludzki – mówił dyrektor. Wiadomo, to co nowe, zawsze powoduje opory (choć o szlakach operacyjnych trudno mówić, by była to nowa idea. Mówiono o nich w Polsce już w latach 60., a w 1999 r. wydane zostały wytyczne ich projektowania).

 

    Są oczywiście problemy, np. jak wprowadzić do systemu informatycznego masę powstałą w wyniku wycięcia drzew na szlakach? Masy przybywa, w stosunku do założonego wcześniej wskaźnika. Ale, jak mówił dyrektor, już sobie z tym poradzono. A drzewostany, w których raz wycięto szlaki, są już gotowe do kolejnych zabiegów.

 

    Dyrektor Banach mówił też, że jego zdaniem w przyszłości pracownicy LP nie będą np. wyznaczać trzebieży. O tym, jakie drzewo usunąć, będą decydować sami operatorzy harwesterów, lub pilarze wykonujący zabieg. Kiedy tak będzie? Tego nie wiadomo, ale proces na pewno przyspieszy prowadzona teraz w LP restrukturyzacja zatrudnienia. – Nie twierdzę, że tak będzie w każdym drzewostanie, ale w sośninach o charakterze plantacyjnym na pewno można tak zrobić – mówił dyrektor.

 

    Dyrektor zapowiedział też, że od przyszłego roku wejdą w życie nowe, rewolucyjne zasady sortymentacji i odbiórki drewna. – Jeżeli nie uprościmy sortymentacji, to nie będzie wzrostu wydajności pracy. Daliśmy odbiorcom drewna szansę na rozwój. Mieli takie sortymenty, jakie chcieli. Dłużej już tak nie możemy robić – mówił Banach.

 

    A od 2010 r. mają wejść w życie harmonogramy prac leśnych. Chodzi o to, by z góry było wiadomo, jakie prace, i kiedy w ciągu roku, ma wykonać zul w ramach podpisanej z nadleśnictwem umowy.

 

    Problemem jest Prawo zamówień publicznych, które – napisane dla jednostek budżetowych, mających stałe finansowanie – nie przystaje do LP. I chimeryczny – jak mówił dyrektor – rynek drzewny. I jeszcze opór społeczeństwa przed dużymi maszynami w lesie (były telefony, jak mówił Banach, że w lesie UFO wylądowało). Ten opór trzeba przełamać i wydaje się to wspólnym zadaniem LP i zuli.

 

    Po dyrektorze Banachu referat na temat współpracy Nadleśnictwa Babimost z TL w Rogozińcu wygłosił nadleśniczy Sławomir Majsner.

 

    Potem o maszynowym pozyskaniu drewna mówił Józef Grodecki z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Wskazywał, że maszyny co prawda redukują zatrudnienie, ale też je restrukturyzują. Dla przykładu harwester może zastąpić 20 pilarzy, ale przecież na jego potrzeby też musi pracować co najmniej kilku, czy kilkunastu ludzi. Ktoś go przecież wyprodukował, przewiózł, sprzedał, ktoś nim steruje i ktoś go serwisuje. W sumie zamiast 20 pracujących ciężko i przechodzących młodo na rentę pilarzy, mamy kilku lub kilkunastu ludzi, którzy pracują lżej i dożyją emerytury.

 

    O sortymentowej metodzie pozyskania drewna mówił następnie Włodzimierz Stempski z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Opisywaliśmy ją w numerze 6/2005 Drwala. Na koniec działalność Centrum Kształcenia Przedsiębiorców Leśnych przedstawił Paweł Oleszkiewicz.

 

    Drugi dzień konferencji to część terenowa. Pokaz wyznaczania szlaków operacyjnych i metody sortymentowej drewna krótkiego w trzebieży wczesnej przeprowadzili Włodzimierz Stempski,

 

Paweł Oleszkiewicz i Józef Grodecki. Co warte podkreślenia, na działce obok tą metodą wzorowo pracowali uczniowie TL w Rogozińcu. Każdy wykorzystuje sprawnie taśmę (nie ma mowy o przymiarach w postaci kijków), zna zasady tworzenia ławy roboczej. Sam ekspert, Włodzimierz Stempski, był pełen uznania dla uczniów Sebastiana Wachowiaka, którzy podczas pracy po prostu myślą, jak ściąć kolejne drzewo, by łatwiej je było okrzesać, a potem ułożyć wałki przy szlaku. I właśnie owo myślenie podczas pracy jest kluczem do sukcesu, czyli większej wydajności, a przy tym mniejszego zmęczenia.

 

    Potem był pokaz metody sortymentowej drewna długiego na zrębie zupełnym. Pokazano zrąb uporządkowany. Drzewa ścina się tak, by gałęzie stworzyły na szlaku poduszkę, po której pojedzie forwarder. Drewno układa się w pobliżu szlaku, a kładąc jedno na drugim, niektóre sztuki można siłą rąk przeturlać bliżej szlaku.

 

    Zrywkę podczas pokazów prowadził forwarder John Deere 1010D, należący do firmy Pinus z okolic Lubięcina. W trzebieży pracowały też zestawy ciągników New Holland T3030 (50 KM) i przyczep Fao-Far 2250, należące do firmy Zulas. Jej właściciel, Tomasz Karataj, mówił, że pracuje w 9 leśnictwach, rocznie pozyskuje ok. 80 tys. m³ drewna. Nie ma harwesterów ani forwarderów, gdyż zestaw ciągnik plus przyczepa jest bardziej uniwersalny. Ma więc aż pięćtakich zestawów. Każdy ma wydajność ok. 35–40 kubików dziennie i może poruszać się po drodze z prędkością40 km/h. Jeden taki zestaw kosztuje ok. 150 tys. zł netto.

 

    O przyczepach Fao-Far mówił właściciel firmy z Puńcowa Janusz Glajcar. Podczas pokazów swoją ofertę prezentował też jeden ze sponsorów konferencji, firma Grube. Konferencję zakończyło zwiedzanie szkółki leśnej w Rogozińcu.

 

    I na koniec perełka. Tuż po pokazach na specjalne życzenie Drwala sosnę na zrębie ścięła i okrzesała Daria Wołowska, doskonale ucząca się dziewczyna z czwartej klasy TL w Rogozińcu (patrz okładka). W szkole są dwie dziewczyny po kursie drwala. Żywe dowody na to, że kobiety doskonale radzą sobie w lesie, o ile stosują odpowiednie techniki pracy.

 



Rafał Jajor


Szkoła prowadzona przez:

 

 

 

 

Zespół Szkół Leśnych w Rogozińcu

Rogoziniec 115
66-210 Zbąszynek

tel/fax: 68 38 40 241

e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

      Biuletyn informacji publicznej       

 

Formularz kontaktowy: